piątek, 26 lipca 2013

Podsumowanie wypadu do Szwajcarii (post numer sto)

Ogólnie wyjazd był cudowny!!!

Szwajcaria jest:
  • piękna
  • droga, (zwłaszcza paliwo...)
  • czysta
  • fajnie, że nie aż tak odległa
  • pełna tuneli i fotoradarów
  • strasznie droga, jeśli chodzi o mandaty za przekroczenie prędkości, czego na szczęście udało nam się nie sprawdzić na własnej skórze :)
  • pełna dziwnych świteł drogowych z mnóstwem strzałek - i ogólnie dużo ich jest na jednym słupie
Ludzie:
  • są mili
  • bogaci - mają praktycznie same "fajne fury"
  • pachną (nie to co nasi rodacy... :/)
  • są trójjęzyczni: od dziecka mówią po niemiecku, francusku i angielsku - w tym ostatnim można było zagadać nawet do starszych pań w sklepach. U nas nie do pomyślenia, żeby któraś zrozumiała, ale nasze kraje są/ były w różnych sytuacjach, które zmusiły ich mieszkańców do takich czy innych zachowań - nasze starsze pokolenia uczyły się rosyjskiego itp. Na pewno wiecie o co mi chodzi... :D
  • bardzo wiele osób pali papierosy
  • jest strasznie dużo wytatuowanych ludzi
  • piesi chodzą po ulicach jak święte krowy w Indiach i każdy kierowca ich swobodnie przepuszcza, dlatego, że jest to dla nich zupełnie normalne
  • jest mnóstwo rowerzystów
  • rowerzyści mogą jechać na czerwonym świetle, zresztą mają tyle ścieżek rowerowych, że i to nie stanowi żadnego problemu
"Więcej grzechów" nie pamiętam..."

Teraz następuje seria podziękowań: 

Dziękuję Japończykom - za umieszczenie w wyposażeniu Hondy Civic klimatyzacji, która przy tych opałach, jakie nam się trafiły chłodziła bardzo przyjemnie całą naszą czwórkę. 
Szwajcarskim stacjom paliw - Shell - za przepięknościowy zegarek, który za zatankowanie 80 litrów paliwa mój ukochany gadżeciarz -  T. wybrał sobie spośród trzech dostępnych kolorów (był jeszcze biały i czerwony).
Hondzince i T. - a osiągnięcie tak zawrotnej prędkości na autostradzie w Niemczech, co pozwoliło nam, w niewielkim pewnie stopniu (ale zawsze...) być w domu ciut wcześniej :D
 Niemieckiemu odpowiednikowi GDDKiA, czy kto tam tym zarządza... - za taaakie cudowne ograniczenia.
Znów poczciwej Hondzince - za niewielkie spalanie=oszczędność paliwa i tym samym pieniędzy na benzynę, dowiezienie nas wszystkich cało i zdrowo w obie strony. 

Moja nerwica natręctw nie może wytrzymać, że przejechaliśmy o te 900m za daleko, żebym po całej podróży mogła uchwycić pięć trójek... ;)

No, ale przede wszystkim podziękowania należą się poniższym państwu - naszym głównym organizatorom i sponsorom, czyli moim Rodzicom, którzy już o tym wiedzą.
Zresztą i tak nie dowiedzieliby się stąd, bo o istnieniu bloga nie mają pojęcia i tak zostanie :)
 Zdjęcie robił T. i ten trochę wymuszony przez niego całus odbył się w Genewie :)
Bardzo podoba mi się to zdjęcie, zwłaszcza, że nie mieli jeszcze takiego :)) :*


Tym samym, w tym setnym już poście kończę opowieści ze Szwajcarii i wracamy do głównej tematyki bloga, czyli narcystycznie - do mnie i mojej pozostałości guza ;D
Kolejny raz odezwę się dopiero 1.08 jak będę w Gliwicach na następnej chemii. Cóż będzie czynić - zasiądę na łóżku i napiszę do Was co i jak, bo jak wspominałam zostaję wtedy na noc:)
Buziaki i dzięki, że czytacie a ja mogłam zamieścić tu aż 100 postów! :*

DN na luzie o guzie

7 komentarzy:

  1. Kiedyś strasznie mi się marzyła honda civic ;) Czekam z niecierpliwością na kolejny post :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale teraz kupiłaś Chevroleta:) Którego w końcu?

      Usuń
  2. Civic chodził za nami miesiącami, a tu mieszkanie nagle wysunęło się na 1 plan :(
    Cudownych masz rodziców....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś za coś:) lepiej mieszkać w mieszkanku niż w samochodzie:)

      Usuń
    2. Tym bardziej że mamy auto, to była nasza fanaberia. Ale jaka piękna :)

      Usuń

Błagam, nie piszcie, że mi współczujecie, bo na prawdę nie ma czego!