poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Zmiany, zmiany :D - IO dejz tłenti - tłenti tu

Weekend zleciał pod znakiem włosów, które zaczynają mi już powoli fruwać, zwłaszcza przy delikatnym nawet pociągnięciu (czego oczywiście staram się celowo nie robić, chociaż mnie strasznie korci...), odwiedzin, a także spotkań w 16-ce, czyli pokoju Ali.

Internet hulał tak jak i teraz, czyli do bani, dlatego chcąc sobie oszczędzić nerwów nie pisałam nic. (Myślałam, że transfer się poprawi z ósmym kwietnia, czyli dzisiaj, czyli teoretycznie z nowym okresem rozliczeniowym, ale póki co jest bez zmian. Czekam dalej.)

Nic mi się nie chciało. Byłam zła. Na wszystkich i na wszystko. Powoli brakowało mi chęci do czegokolwiek. Pani, która jest w dalszym ciągu leżąca była myta codziennie o 6 rano, więc już od tej pory nie spałam, a nawet jak udało mi się zamknąć jeszcze oko, to z kolei druga, która już wstała odsłaniała rolety i wpuszczała światło do środka. Okna na wschód.

W nocy „okienna odsłaniaczka”, która dzisiaj miała iść do domu, zmierzając ku dyżurce po krople na ciśnienie wyłożyła się pod ladą pielęgniarek jak długa, przy okazji uderzając się w głowę. Zlecieli się lekarz i kilka pielęgniarek i debatowali nad nią na głos. Okazało się, że już kiedyś miała zawał, a cały poprzedni dzień bolało ją w klatce piersiowej, czego nikomu nie zgłosiła połykając różne prywatne leki. Dzisiaj nie wyjdzie w związku z tym.
Na szczęście już mnie to zupełnie nie dotyczy, bo podczas wizyty zrobiłam smutną minę do pani doktor. Prawie płacząc powiedziałam, że w tej 13-ce jest taki przemiał ludzi, każdy opowiada o swoich problemach i ja się potem strasznie przejmuję. Aktoreczka :D Na to ona, że to jest szpital, że jedni przychodzą, inni odchodzą i tak to jest, ale później jednak zgodziła się, żeby mnie eksmitować i wrzucić do 16-ki, czyli do Ali. Dodatkowo zapisała mi jakieś antydepresanty 3x dziennie, których oczywiście nie mam zamiaru brać w ogóle. Około 10.00 już byłam z łóżkiem i szafką u Ali i nareszcie odsapnęłam. Mogę już tu siedzieć ile trzeba i obiecuję już w ogóle nie marudzić!  

Nie przeszkadza mi nawet to, że wróciła słynna Pamela i to, że jest w sali obok. Ala już z nią rozmawiała, że musimy sobie jakoś poradzić z łazienką, bo ona przesiaduje tam po trzy godziny. Tak więc ustaliłyśmy, że ponieważ są nas w sali trzy sztuki, to każda będzie korzystać po 10 minut a potem ona sobie wejdzie i będzie tam siedziała ile jej się podoba i będzie prała, smarowała się samoopalaczem i malowała się na noc ile tylko chce. Pamela nie przeszkadza mi w ogóle. Najważniejsze, że udało mi się wynieść z tamtej sali... Szczęściu memu nie ma końca, mogę nawet siedzieć tu przez weekend majowy chociaż tak chciałam wyjść przed. Teraz jest mi wszystko jedni i jak się p. doktor nie zgodzi, to wytrzymam bez mrugnięcia okiem :D


DN na mega luzie

11 komentarzy:

  1. No niezła aktoreczka z Ciebie, niezła :D Najważniejsze, że się udało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mi tam bylo zle, to nie musialam udawac:) troche podkoloryzowalam, najwazniejsze, ze sa efekty, ktore uszczesliwily mnie jesli w szpitalu mozna byc szczesliwym:D

      Usuń
  2. no fajnie że udało Ci się przejść będzie Ci rażniej

    OdpowiedzUsuń
  3. :D super to pozdrowienia dla Ali. Teraz troche odsapniesz

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto by Ci odmówił ;) spojrzenie shreka zawsze działa hee;) buziole i na misia na misia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, ze to byly najwieksze i najsmutniejsze oczy kota ze Shreka, jakie musialam w zyciu zrobic... Na szczescie zadzialalo:D

      Usuń
  5. Ahh te zdolności aktorskie :D ważne że skuteczne :D

    OdpowiedzUsuń

Błagam, nie piszcie, że mi współczujecie, bo na prawdę nie ma czego!