niedziela, 31 marca 2013

Wielkanoc w stylu Indiana Jones - IO dej fortiin

Nie cierpię przestawiania czasu. Dlaczego letni nie może zostać na stałe? Nie wyspałam się chociaż wstałam dopiero o 9.15 już nowego czasu. Zaraz w związku z tym było śniadanie, które zjadłam jeszcze w piżamie, co mi się jeszcze tu nie zdażyło. Potem przyjechał mój Kochany i przywiózł mi koszyczek ze święconymi pysznościam. Co dało mi dwa śniadania w ciągu prawie godziny.

Pogoda za oknem jaka jest każdy widzi. Śniegu po kostki. Mimo to, taka sytuacja nie przeszkodziła nam w pójściu do kościoła na rynku w Gliwicach. Co prawda przebrnięcie przez zaspy ze śniegiem padającym prosto w oczy nie było łatwe, ale udało się :) Wagary numer kolejny - zaliczone:D W drodze powrotnej wstąpiliśmy na gorącą czekoladę, która okazała się budyniem, ale dobrym budyniem. Jest taka kawiarnia Hemingway cośtam i właśnie tam usiedliśmy "na kawkę". 
K: Co podać?
T: Ja proszę Książęce Porter. A Ty co chcesz?
D: A ja poproszę gorącą czekoladę.
K: Białą czy czarną?
D: Yyyy... białą!
T: Jesteś pewna, że chcesz białą? Przecież nie lubisz białej...
D: .... (patrząc na niego jak na głupeczka z wymowną ciszą)
T: Może weźmiesz czarną a potem jak Ci zasmakuje, to wypróbujesz też białą?
D: ......... 
T: To jednak białą poprosimy.
D: Oj T., T. ....:D

Pod samym Instytutem postanowiłam wypróbować czy śnieg się dobrze lepi - oczywiście bezpośrednio na moim T. Lepił się znakomicie i śnieżki latały jak szalone. Do momentu kiedy się bidoczek nie wywalił, nota bene udając, że się wywala. Tak poudawał, że aż wylądował na tyłku. To za karę za to mądrownie się o czekoladzie, Kochanie :p ;)

Dzień był super, bo spędziliśmy ze sobą strasznie dużo czasu! Zwiedzaliśmy nieodkryte dotąd przesmyki, korytarze i windy, a wokół żywej duszy. Odkryliśmy jedno fajne miejsce gdzieś koło pralni z widokiem na przejście pod łącznikiem, dziwne zaułki w starej części szpitala... Fajne jest takie zwiedzanie otoczone niteczką niepewności, dreszczykiem emocji, zupełnie jak ten odkrywca z filmów przygodowych, którego oboje baaardzo lubimy oglądać :)

Między 17.30 a 19.00 kolejni goście w postaci rodziców T. i jego siostry :D :* :D Kupa świątecznego żarcia. Pysznego, aż żal nie zjeść, chociaż już ma się ochotę tylko pęc z przejedzenia... Po odprowadzeniu ich do wyjścia wpadł mi do głowy szalony pomysł, żeby pobiec tam do tego nowoodkrytego okienka, żeby im pomachać, ale tylko się zasapaliśmy, bo oni już zdążyli pójść:( Tyle metrów podskakiwania i ciągnięcia przejedzonego, nie rozruszanego cielska na nic. Krzyczeliśmy przez otwarte okno, ale mama chyba nie wiedziała czy to jej w uszach dzwoni, czy co to. Przecież się nie spodziewała, że my w jakimś oknie w zupełnie dziwnej części IO drzemy się właśnie do niej, żeby jej pomachać :) No więc poszła dalej. A ja zebrałam O-Pe-eR, za ten pomysł. Że ciśnienie mi skoczyło. Że teraz sapię i pewnie zaraz mi coś pęknie i padnę nieżywa.

Wiem, że jest Wielkanoc... I w związku z tym teraz są inne jajka ważniejsze. A nie ciągłe traktowanie mnie jak jednego z nich. Peace!
Tak poza tym, bo kicham jak najęta i mam zatkany nos. W zasadzie jedną dziurkę. Ogólnie się czuję w porządku a nawet jakbym teraz się przeziębiła, to nic takiego, bo nie jestem jak kiedyś przed operacją. Nie dam się, aaaa psiik! Ni cholery! :)


DN nwlbjpg

sobota, 30 marca 2013

Nieidealny dzień, za to... z ideałem - IO dej fyrtiin

Trochę jakby świątecznie, bo to w końcu ta sobota, kiedy się "święci jajka", ale ja "nie byłam z koszyczkiem". Logiczne :P

Rano odwiedziła mnie koleżanka jeszcze z liceum, którą z kolei my nawiedzaliśmy dwa tygodnie temu we Wrocku. Bardzo miło się gadało przez prawie trzy godziny wspominając fajne czasy ze słynnego muńkowego czwartego eL-O i wymieniając się planami na najbliższą przyszłość.

T. przyjechał koło drugiej i poszliśmy na dłuuugi i w miarę miły spacer. Było spoko jeśli chodzi o pogodę, a mimo to w ciągu dwóch godzin minęliśmy maksymalnie 30 osób. Ludzie pochowali się pewnie w domach przygotowując jeszcze wszystko na jutrzejszy dzień, piekąc baby itp.
Spacer był w miarę miły, bo wkurzałam się strasznie! Na Niego:( Po jakimś czasie, straconym niestety bezpowrotnie, przekupiona czekoladowym shake'iem z McDonald'sa i sympatyczniejszej już rozmowie uspokoiłam się na dobre.
Lubię jak mój Kochany rozwiewa wszystkie moje wątpliwości i obawy dotyczące przyszłości, moich lęków i innych nieprzyjemnych myśli, które cyklicznie pojawiają się w mojej głowie odkąd pamiętam. On zawsze tak umie mi wszystko wyłożyć, z tą swoją szczerością w pięknych oczach, że od razu mi wszystko przechodzi. Jest strasznie mądry i ogromnie lubię z Nim rozmawiać! O wszystkim:) Nikt mi tak nie poprawia humoru jak On. Proszę... Mąż też człowiek.;) Nie mogłam trafić lepiej! :D :*

Jutro będzie zaraz rano na śniadanku ze święconką i mam nadzieję, że posiedzi tak samo długo jak dzisiaj... "Lampek" nie ma całe święta, tym samym w poniedziałek również. Dopiero we wtorek 2 kwietnia i to będzie dopiero (a może już) ósme naświetlanie.

P.S. Wesołych Świąt!

DN nwlbjpg

piątek, 29 marca 2013

Kilka małych marzeń - IO dej tłelw

W zasadzie nie przeszkadzają mi pewne rzeczy. A jednak myślę o nich od czasu do czasu. Nie dostałam świra, jak większość kobiet, na myśl, że ogolą mi całą głowę na zero do operacji. Wręcz cieszyłam się tą myślą, że będę wreszcie łysa, bo zawsze marzyłam, żeby zobaczyć jak będę wyglądać. Okoliczności były ku temu sprzyjające. Zobaczyłam. Dziękuję. Fajnie jest, ale to mogłoby już się skończyć. Włosy mogłyby już odrosnąć. Tak mniej więcej do pasa. Dobra, nie do pasa, ale tak chociaż do brody.
Ktoś ostatnio mówił, że były jakieś badania, które dowiodły, że większość kobiet chorych na raka, które czeka leczenie np. chemią, najbardziej boi się straty włosów albo piersi a nie samej choroby albo jej nawrotów. Ciekawe. Chyba to sprawdzę.

Żeby była jasność - nie narzekam, bo są poważniejsze sprawy na tym świecie niż to, że ktoś ma krótkie włosy i szramę przez pół głowy, w dodatku w postaci zawijasa. Wyliniałą po obu stronach. Która jeszcze bardziej wylinieje - nie sama szrama, ale moja głowa - po naświetaniach. Przynajmniej w tych miejscach, gdzie są kierowane promienie. Dlatego też nie mogę myć włosów. To moje kolejne małe marzenie: umyć wreszcie włosy! Obejdę się smakiem przez kolejne minimum pięć tygodni. Super. No ale nic.

Następnym małym marzeniem innym niż te "włosowe" pierdoły był, bo już nie jest, powrót na święta do domu i na weekendy. "Był", bo to nie ma sensu, dlatego, że po pierwsze nie ma przepustek, zresztą po każdej przepustce trzeba by było się rejestrować i czekać w kolejkach jak za pierwszym razem. Nie da się i już się z tym pogodziłam. Nie mam z tym problemu, najważniejsze jest to, że przecież nie będę wtedy sama, bo zjem śniadanko z T. i potem mam nadzieję pójdziemy na spacerek - obojętnie jaka będzie pogoda! :D

Jak już będę w domu chciałabym, żeby wszyscy wreszcie przestali traktować mnie jak jajko i wiem, że pewnie z czasem tak się stanie. Tylko, byle szybko!
Poza tym marzę o regularnym chodzeniu na basen do pobliskiej podstawówki, gdzie pływałam rok temu, w maju. Jak widać, mam taką nadzieję, wrócę tam aż po roku. Taka ze mnie miłośniczka pływania a już rok nie byłam. Kupię sobie karnet i będę śmigać minimum dwa razy w tygodniu jak wtedy. Uwielbiam to!
Nie wiem czy jest sens pytać lekarza o to, czy mogę pływać albo na przykład latać samolotem, albo mieć niedługo dziecko. W zasadzie nie jestem tego pewna i myślę, że jak zapytam, to mnie nie wyśmieje...

Acha, no i zadałam wczoraj pytanie o te plastry i krzyżyki na masce. Po co są. I przemiła, tym razem pani, która mnie przypinała nawet zademonstrowała mi do czego one służą. Otóż te paski na plastrach są po to, żeby pani wiedziała jak mnie ustawić, bo jak gaśnie światło, to tam są lasery i poziomują ustawienie głowy, tak, żeby celować dokładnie w to miejsce, które ma być naświetlane. Fajnie, bo myślałam, że to jakoś mniej precyzyjne a tu prosz! laser.. :)


DN nwlbjpg

czwartek, 28 marca 2013

Nihil novi poza tym, że "uprawiam szermierkę" - IO dej ilewen

Dwie poszły, została jedna z tych "niestałych", ale bardzo fajna, więc chociaż nie mam na to wpływu, jak dla mnie może zostać;) Wczoraj zrobiłam parę fotek. Między innymi maszyny, która mnie naświetla. To znaczy nie tej konkretnej, tylko zdjęcia, które znajdują się tu w IO na ścianach niedaleko miejsca, gdzie dzieje się ta cała radioterapia. Oto on. Mój cyklop :) Nie ma imienia, ale może zostać Cyklopem ;)


Prawda, że jest niezwykle majestetyczny i piękny? Ja leżę przez około 10 minut na tym stole mając głowę dokładnie między tym wielkim okiem a tą płaską "deską" na wysięgniku (?) z lewej strony stołu w takiej masce przymocowanej do niego.


Moja pyziunia! Stwierdziłam, że ten materiał wygląda jak prażynka a ja w niej jak florecistka-ninja. Śmiesznie się w niej wygląda i nic przez nią nie widać, bo ściśle przylega do oczu, ale jak się lekko uchyli, to na ile pozwolą ściśnięte rzęsy, na tyle można zerknąć co się dzieje na wprost. I co ten potwór właśnie kombinuje i gdzie się przemieszcza z tym swoim bzzyyy, bzzzyyyy i łiii, łłłłłiiiiii...
Nie wiem co znaczą te plastry pomazane markerem, bo na pewno nie mam nic w głowie pod nimi, więc to nie jest miejsce, gdzie Cyklop ma celować. Nie będę się już pytać, bo za dużo zadaję pytań temu biednemu chłopinie, który mnie tam przypina itp. Ale cierpliwie mi na nie odpowiada i jest bardzo miły.

Idę dzisiaj na mszę, bo jest Wielki Czwartek i na szczęście msze tutaj są krótkie, bo około pół godziny. Poza tym jestem mega zła, bo wredna maszyna na Ip. zeżarła mi piątala nie nalewając w zamian czekolady, po którą poszłam po śniadaku ani reszty, ani w ogóle monety. Tak jakbym sobie ją po prostu spuściła w kiblu:(


DN nwlbjpg

środa, 27 marca 2013

Wagary po raz kolejny - IO dej ten

Leci jakoś ten czas... już dziesiąty dzień tutaj.
Dzisiaj spałam średnio, bo prawie wszystkie kobity chrapały jak najęte... Poduszka na głowę niewiele pomogła, ale jakoś dociągnęłam do rana.

Znowu nastąpiła wymiana. Te trzy wyszły i przyszły tylko dwie, więc jest nas teraz 4. Dwie stałe, dwie nowe na chemię. Wyjdą niedługo i tak rotacja, rotacja w dalszym ciągu.

T. przyjechał o 13:30 ale niestety musiałam czekać aż mnie zawołają na konsultację neurologiczną, więc byliśmy uziemieni. Rzeczona miała być ok. 15:00, ale czekaliśmy aż do 16:00! Na szczęście szybko poszło i już o 16:25 byłam spowrotem. Badanie standardowe. Polegało m.in. na dotknięciu palcami do nosa, wodzeniem wzrokiem za wskaźnikiem i moim ulubionym drapaniem w stopy, które boli jak cholera. Brrr... Plus wywiad i pani stwierdziła, że nic mi nie jest.
Zdziwiła się tylko, że tak szybko od obiawów, którymi nie była padaczka, zdiagnozowano tego guza. No cóż, nie czekałam na zbawienie, tylko po tych dwóch dniach bóli głowy i wymiotów po prostu poszłam do lekarza. Nie czekałam jak inni, nie wiem na co. Właściwie, to nie chciało mi się iść, ale mój T. nie dałby mi żyć jakbym nie poszła chociaż dla świętego spokoju, mojego i jego. No to poszłam:) Thx Hun!

Jak wróciłam, to znów zerwaliśmy się na wagary, tym razem do gliwickiej galerii Forum. A tam: Natura <3, której u nas nie ma. Te szafy Essence, Secret, Kobo... Szaaał! 
T. się ze mnie śmieje jak tam wpadam i gapię się jak głupia na te wszystkie kosmetyki i oglądam, wącham. Parodiuje mnie skubany! Ja mu nie wypominam, że ma tyle śrubokrętów, śrubeczek, mierniczków i próbniczków, ile tylko chce. I też kupuje nowe. Też mam prawo do swoich "śrubeczek" w postaci  lakierów albo innych świecidełek kosmetycznych, a co! :D Lubię to i już :P

Jutro nie mam odwiedzin. Tak sobie zażyczyłam. Tzn. T. nie pasuje, bo kończy pracę gdzieś dalej i nie opłaca mu się krążyć kupę kilometrów. A rodzicom grzecznie powiem, że chcę sobie sama pobyć jutro... Poczytam sobie, poleżę, pośpię i będę miała czas tylko dla siebie:) 


DN nwlbjpg


wtorek, 26 marca 2013

Kolejne wagary :) - IO dej najn

Dzień jak co dzień aż do 13:00, kiedy to ku mojemu zaskoczeniu ujrzałam zadowolonego, uśmiechniętego, dziarsko wchodzącego do sali mojego Kochanego T. Zawsze jak go widzę, to japka od razu mi się cieszy i nie mogę tego opanować:) Śmiesznie...

Zerwaliśmy się z IO samochodem najpierw do marketu Leclerc a potem do "galerii" Arena. Połaziliśmy, dokonaliśmy ulubionych przeze mnie zakupów lakierowych. Naciągnęłam Małża na aż 3 i jutro zamierzam wypróbowywać :D Pewnie starczy mi palców!

Trochę tu, trochę tam, obiadek w szpitalnym bufecie, chwilowe pilnowanie pustej sali Mirki i Ali, szwędanie się aż do 18:00 kiedy to "Moja Misia" w końcu opuściła mnie i według planu dojazd zajął mu póltorej godziny, a mnie za chwilę w sumie zawołali na "lampy". To spowodowało, że ominął mnie odcinek 1z10, czego nie mogłam odżałować, ale już mi przeszło. 

Pierwszy raz byłam na "żółtym" i oczywiście niczym się on nie różni od innych. Zagadałam nawet z fizykiem, który akurat dzisiaj mnie "obsługiwał" - zakładał maskę, ustawiał itp. - czy podczas naświetlań mam prawo widzieć jakieś niebieskie światło, które wydawało mi się, że widzę... i zapach, jakby ozonu. Powiedział, że promienie nie mają koloru ani zapachu, więc nie mogę widzieć nic niebieskiego, i że to działa na zasadzie jakby wielu kserokopiarek czy jakoś tak. I że to powietrze może tak pachnieć, wlaśnie jak O3. Ach, ja i ten mój węch:)

Czekając na lampeczki pod "żółtkiem" poznałam kolejną dziewczynę z oddziału, która dotrzymywała towarzystwa Mirce (tej śmiesznej;). Małgosia. Miała operację w Sosnowcu u tego samego profesora, co ja:) Nie zorientowałam się, że też na głowę, bo włosy na dłuższe ode mnie i to sporo. Udało jej się, że obcięli jej tylko część włosów znad czoła. A ze środka około 3/4 guza, żeby jej nic nie uszkodzić. Pewnie ze mną było tak samo i teraz obie musimy się dodatkowo ponaświetlać:p Wychodzi dzień po moich urodzinach...

Jeszcze mamy kiedyś porozmawiać, bo musiała już iść. Jest bardzo symatyczna, już ją widywałam "przy lodówce" i wymieniałyśmy się uśmiechami, ale jak pisałam poprzednio, nie będę jej specjalnie szukać po oddziale, zwłaszcza, że teraz jestem w trakcie kończenia kolejnej książki. Mam tu jeszcze jedną i w domu ze dwie, które mam nadzieję połknąć podczas mojego pobytu tutaj. Korzystam w wolnego czasu i tego, że nic się nie dzieje. Z nowopoznanymi będę rozmawiać podczas przypadkowych spotkań, więcej mi nie potrzeba. Nie, nie jestem niemiła. Nie chce mi się zwyczajnie i już. Wolę sobie sama pogadać do siebie, jak to mówią, czasem trzeba porozmawiać w końcu z kimś inteligentym i na poziomie ;) A nie tylko, ja to mam to, mnie operował ten, boję się tego i tego, wychodzę wtedy i wtedy. Whatever! Ja może wyjdę 2 maja, mam taką nadzieję, tak mi wychodzi z obliczeń, ale będę musiała sobie to załatwić wcześniej, co planuję:) Do tego czasu mam nadzieję, że nie umrę z nudów, ale na pewno nie jeśli będę sobie pozwalała na taką cudną odskocznię, jaką są wagary w doborowym towarzystwie mojego T.:) :*

DN dzisiaj na b.dużym luzie:)

poniedziałek, 25 marca 2013

Rotacja w toku.. - IO dej ejt

Pani z ostaniego łóżka - Józia-Cyganka dzisiaj po śniadaniu wyszła. Na odchodne poczęstowała nas cukierkami metholowymi, których nie lubię, ale wzięłam i podziękowałam z uśmiechem:) Ona sama jeszcze w piżamie, spakowana udała się na dół do szatni po wypis, bo tak się umówiła z lekarzem i jak to powiedziała pani Danusia, pewnie tam się będzie dopiero ubierać "w te swoje łachy" - długą spódnicę itp. Tu już w piątek była w piżamie, więc nie wiem czy i ona chodzi ubrana, jak chodzą takie panie Cyganki.

Teraz przyszły za to trzy nowe babki i już jest tłoczno... i już się zaczynam wkurzać:p Nie lubię tłumów, wolę spokój i nawet mimo, że poznałam te dwie spoko dziewczyny z innej sali, nie chodzę do nich na żadne ploty itp., itd., bo wolę swoje własne towarzystwo, książki, krzyżówki i internet.
Te nie będą pewnie dłużej niż 3 dni, bo przyszły na chemię. 

Jedna mówi (jako jedyna na razie otworzyła do nas twarz), że widzi swój blok z okna. Mnie by skręciło. Wiedzieć, że jestem tak blisko a nie mogę tam pójść. No, ale trzy dni, to kobita wytrzyma.
Już słyszę narzekania na brak łazienki. Matko! No, nie ma! Jest na końcu korytarza, no i co z tego? Nie pasi? Nie myj się! Trzy dni cię nie zbawią. Dżizas!
Tak w ogóle, to, jakby to powiedziała moja kuzynka: -" 'Dzień dobry'... się mówi jak się wchodzi". Nawet nie wiemy kto zacz. W sumie nie potrzebuję tej wiedzy do szczęścia, tak po prostu byłoby nam łatwiej. Trzy dni. Z moją panią Danusią było mi fajniej. Lipna ta sala, bo tyle osób jest w stanie pomieścić:/ No i mam nadzieję nie będą okupowały telewizora oglądając jakieś okropne "Dlaczego ja?" albo inne "Trudne sprawy"... Wish me luck! A ja dalej czekam na rodziców. :)


DN niby nadal na luzie